Obraziłam się na Brodoziaka.
Milczałam z całe półgodziny przed snem.
Trochę to było niekorzystne, bo w nocy musiałam pamiętać, żeby broń boże nie grzać sobie stóp Brodoziakiem.
Bo przecież obrażona byłam.


Poranek.
B.w kuchni konstruuje sobie kanapki.
Wchodzę i zaczynam opowiadać: „I wiesz on wtedy powiedział, że … haha, fajne, prawda? i wtedy on jeszcze nam przedstawił”…
Nagle przypominam sobie, że jestem obrażona i przecież się nie odzywam.
– Co się stało? – pyta B.zaskoczony moim nagłym milczeniem.
– Przecież jestem obrażona i się nie odzywam – mówię zdziwiona swoim głosem.
– Aha, dobra, To może tylko dokończ opowiadać i potem możesz przecież być dalej obrażona – mówi uprzejmie B.

🙂
Obrażona na pół etatu.

Pozdrawiam
Kura