Jesteśmy w kuchni.
Podaję A. miseczkę z jogurtem.
– Tylko nie zalej się od razu – mówię głupio.

A.robi dwa kroki.
Potyka się o podłogę (nie wiedzieliście, że to możliwe? A jednak!)
Miseczka wypada jej z rąk, uderza o kafelki, a zamaszysty chlust jogurtu oblewa podłogę i ścianę.

A.stoi nieruchomo przestraszona rozmachem strat.
Wbiega G.zaintrygowana hałasem.
– Ale siebie nie zalałaś! – mówi G.triumfalnie do A.

Jak to było… „ciesz się z małych rzeczy”?

🙂

Pozdrawiam
Kura