Jesteśmy w kuchni.
Robię poranną herbatę z miodem.
Nieprzytomnie usiłuję odkleić się od łyżki.
Brodoziak, zamiast robić kanapki, usiłuje przykleić się do mnie.
Zakleszcza mnie w uścisku niedźwiedzia brunatnego.

Nagle mija nas półsenna G.
– Jak chcecie mieć dzieciaczka, to musicie się pocałować – mówi G.apatyczno-informacyjnym tonem idąc dalej.
B.niczym lew żądny rzędu potomków rzuca się na moje usta rechocząc przebiegle.
W drzwiach, w drodze powrotnej z łazienki, pojawia się G.
– Na goło! – mówi z dezaprobatą – Tak w szkole mówią.

:))))

B. nie idzie dziś do pracy.
Opracowuje koncepcję kreacji na wieczór. 🙂

Pozdrawiam
Kura